Oczekując Świąt wyobrażałam sobie, że najlepszym przygotowaniem do nich będzie ranne chodzenie na roraty. Tydzień poprzedzający święta miał być próbą walki z porannym lenistwem i dowodem wierności. Zaczęło się już w czwartek 17 grudnia, kiedy odwiedziła mnie M. z Jankiem. Potem zjedliśmy z R. biedronkowego ananasa, który jak na polskie warunki był nadzwyczaj słodki. Po zjedzeniu zaczęło mnie szczypać gardło, pomyślałam "przejdzie" - nie przeszło. W niedziele ból gardła przerodził się w zanik głosu, zaczęłam smarkać, kaszleć na potęgę. Bolał mnie cały brzuch od wysiłku odkaszliwania. Taki minęły moje urodziny :-(
Bez większej świadomości religijnej, z nutą rozdrażnienia wkroczyłam w ostatni tydzień przedświąteczny. Wydawało się, że choroba uaktywnia się jedynie w nocy. Wtorek - kiedy odprowadzałam mamę na dworzec - czułam się silna , na tyle, że wychodząc z samochodu nie ubrałam szalika ani czapki < przez gapiostwo raczej > We wtorek umówiłam się z alergologiem, który badając mnie powiedział, że nie jest źle, brak zajętych oskrzel, brak ropniaków w gardle - rzekłby "zwykłe przeziębienie". Uradowałam się! na przeziębienie zawsze i wszędzie trzeba brać:
- rosół
- inhalacje z rumianku
- płukać gardło solą emską
- jeść dużo czosnku i cebuli < czego nie robiłam na samym początku, bo miałam zgagę od nich >
- przeczyszczenie nosa
Zabiegi trzeba wykonywać cierpliwie, bo efekt będzie widoczny dopiero po 4 dniach.
Alergolog na wszelki wypadek przepisał mi antybiotyk DUOMOX i powiedział, że jeśli w ciągu 5 dni nie przejdzie to już trzeba wziąć antybiotyk. Daleka byłam od tego w tamtym czasie. Z każdym jednak dniem zamiast poprawy zauważałam lekkie pogarszanie się mojego stanu zdrowia. I było to dla mnie o tyle dziwne, że wszelkie sprawdzone sposoby nie działały < nie wiedzieć czemu >
Przyszedł piątek - dzień wyjazdu do rodziców, z przezorności postanowiliśmy z R. , że pójdę przebadać sobie klatkę piersiową do przychodni. Tam przyjęła nas Chi Chang Chu- Romańczuk, która potwierdziła brak szmerów na oskrzelach. Przepisała mi lek do płukania gardła i powiedziała, że przedłużająca się infekcja może być niebezpieczna dla dziecka. Przestraszyłam się i po południu dzwoniłam już do swojego gin-lekarza. Powiedział, że mam wziąć antybiotyk, jeśli do niedzieli nie przejdzie.
Trochę nie mieściło mi się w głowie to, że mogłabym wziąć taką dawkę chemii dla Maleńkiej. Ale w głowie cały czas pozostały mi słowa Chi Chang Chu - infekcja jest groźna dla płodu. W aptece zrobili mi płukankę na gardło złożoną z witaminy A, E itp. Początkowo, nie chcieli jej zrobić przed świętami, ale powiedziałam, że jestem w ciągu i mam przedłużającą się infekcję, więc zgodzili się zrobić jeszcze tego samego dnia. Minęła sobota, która nie przyniosła ulgi, kaszel się nasilał i łapałam się już wszelkich sposobów ratunku. Rano w niedzielę przyszła niepewna pewność, aby wziąć antybiotyk. No i wzięłam. Posłuchałam 3 lekarzy i mam nadzieję, że będzie dobrze. Aktualnie jest środa - po świętach - i dopiero infekcja zaczyna słabnąć.
Tak więc, Boże narodzenie minęło pod znakiem walki z infekcją, pojawiło się pomiędzy jedną nieprzespaną nocą od kaszlu a drugą. Zupełnie nie tak jak to sobie wyobrażałam. I nie wiem co mam sobie o tym wszystkim myśleć, jak zinterpretować ostatnie wydarzenia i co będzie dalej. Nie wiem...
środa, 28 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011
szkoła rodzenia
__________________________________________________________________________
od tygodnia chodzę do szkoły rodzenia
prowadzi ją mało uśmiechnięta położna Agnieszka
wczoraj razem ze mną był R., mówiła o masażu kolki oraz o tym, jak wielką rolę odgrywa dotyk
waga pokazuje już 11 kg więcej i trochę się niepokoję, że to z powodu cukrzycy ciążowej
ostatnio jakoś specjalnie nie unikałam słodyczy a w piątek zrobiłam mistrzostwo świata:
zjadłam 4 słodkie rogaliki na śniadanie + 4 czekoladowe cukierki i nagle
poczułam silne kołatanie w środku
pamiętam, że podobne odczucie towarzyszyło mi kiedy wypiłam glukozę 50g w Invicie
zmierzyłam glukometrem poziom cukru i o zgrozo cukier był na poziomie 130 (max 120)
postanowiłam bezwzględnie podporządkować się zaleceniom lekarza i stosować dietę bezcukrową
oczywiście w ramach rozsądku, bo wkrótce święta i inne okazje
kiedyś nie mieliśmy z R. problemu pociągu cukrowego, potrafiliśmy nie jeść przez kilka miesięcy
a teraz kiedy niejedzenie słodyczy jest takie ważne to nie stosuje się
R. wygląda mizernie, od dwóch dni oczyszcza wątrobę i nic nie je, pije sok z wyciśniętych marchew
jutro zaczyna delikatnie wracać do normalnej diety, waży 78 kg
szkoda, bo wiele się natrudziliśmy, żeby przybrał na wadze i cieszyliśmy się jak waga pokazywała 82kg... no ale niestety badania wykazały, że ma zapalenie jelita
czeka na niego antybiotykowa kuracja :(
w kuchni Rafał montuje pozostałą część szafek
remont więc powoli znajduje się na finiszu
od tygodnia chodzę do szkoły rodzenia
prowadzi ją mało uśmiechnięta położna Agnieszka
wczoraj razem ze mną był R., mówiła o masażu kolki oraz o tym, jak wielką rolę odgrywa dotyk
waga pokazuje już 11 kg więcej i trochę się niepokoję, że to z powodu cukrzycy ciążowej
ostatnio jakoś specjalnie nie unikałam słodyczy a w piątek zrobiłam mistrzostwo świata:
zjadłam 4 słodkie rogaliki na śniadanie + 4 czekoladowe cukierki i nagle
poczułam silne kołatanie w środku
pamiętam, że podobne odczucie towarzyszyło mi kiedy wypiłam glukozę 50g w Invicie
zmierzyłam glukometrem poziom cukru i o zgrozo cukier był na poziomie 130 (max 120)
postanowiłam bezwzględnie podporządkować się zaleceniom lekarza i stosować dietę bezcukrową
oczywiście w ramach rozsądku, bo wkrótce święta i inne okazje
kiedyś nie mieliśmy z R. problemu pociągu cukrowego, potrafiliśmy nie jeść przez kilka miesięcy
a teraz kiedy niejedzenie słodyczy jest takie ważne to nie stosuje się
R. wygląda mizernie, od dwóch dni oczyszcza wątrobę i nic nie je, pije sok z wyciśniętych marchew
jutro zaczyna delikatnie wracać do normalnej diety, waży 78 kg
szkoda, bo wiele się natrudziliśmy, żeby przybrał na wadze i cieszyliśmy się jak waga pokazywała 82kg... no ale niestety badania wykazały, że ma zapalenie jelita
czeka na niego antybiotykowa kuracja :(
w kuchni Rafał montuje pozostałą część szafek
remont więc powoli znajduje się na finiszu
mistrz fotografii
Artur Tabor zginął 2 lipca 2010 wskutek tragicznego wypadku podczas pleneru zdjęciowego
w Mongolii.
Fotograf miał 42 lata.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
niedziela, 4 grudnia 2011
nowy trymestr
_________________________
minął listopad... u nas pod znakiem remontu kuchni:
skuwanie starych kafli, usuwanie mebli,
wiercenie, tynkowanie, cekolowanie,
układanie kafli, fugowanie, malowanie i oczekiwanie na szafki,
nie wspominając o podróżach do sklepów,
o aranżacji, o projektach, o udoskonaleniach, o oświetleniu etc....
nie wyobrażam sobie urządzania całego domu na raz!
znajomi projektowali komplet szafek do swojego mieszkania przez 8 lat
pomysł dojrzewał, przeobrażał się pod wpływem codziennego użytkowania,
aż w końcu doczekał się realizacji
Julia rośnie, ma około 30cm i waży 700-1000kg
czasem zastanawiam się czy jej tam dobrze
mam wrażenie, że nie poświęcam jej dostatecznej uwagi
choć teoretycznie czasu mam wiele
zapisałam się do szkoły rodzenia
zobaczymy co i jak
za oknem ponuro, deszczowo, jesiennie
można poddać się <jeśli ktoś ma do tego wybitne skłonności>
chęci nicnierobienia, nicnieczytania, nicnietworzenia
minął listopad... u nas pod znakiem remontu kuchni:
skuwanie starych kafli, usuwanie mebli,
wiercenie, tynkowanie, cekolowanie,
układanie kafli, fugowanie, malowanie i oczekiwanie na szafki,
nie wspominając o podróżach do sklepów,
o aranżacji, o projektach, o udoskonaleniach, o oświetleniu etc....
nie wyobrażam sobie urządzania całego domu na raz!
znajomi projektowali komplet szafek do swojego mieszkania przez 8 lat
pomysł dojrzewał, przeobrażał się pod wpływem codziennego użytkowania,
aż w końcu doczekał się realizacji
Julia rośnie, ma około 30cm i waży 700-1000kg
czasem zastanawiam się czy jej tam dobrze
mam wrażenie, że nie poświęcam jej dostatecznej uwagi
choć teoretycznie czasu mam wiele
zapisałam się do szkoły rodzenia
zobaczymy co i jak
za oknem ponuro, deszczowo, jesiennie
można poddać się <jeśli ktoś ma do tego wybitne skłonności>
chęci nicnierobienia, nicnieczytania, nicnietworzenia
sobota, 5 listopada 2011
świat dziecka
Dzięki dziecku wraca do nas świat, który utraciliśmy.
Świat pełen cudów.
Jaskrawość kwiatów.
Migotanie płomienia.
Motyl. Liść. Ptak.
Wszystko jakby na nowo stworzone.
Wspaniałe.
Możemy to zobaczyć niewinnym okiem dziecka.
I radość dziecka staje się naszą radością. [Pam Brown]
piątek, 4 listopada 2011
kuchnia
___________________________________________________no i stało się
remont kuchni stał się faktem
wczoraj odwiedził nas Rafał i pokazał próbniki
będzie czekał aż R. uporządkuje starą kuchnię
tzn. zdemontuje obecne szafki, skuje kafelki, przełoży prąd w inne miejsce,
wycekoluje i położy gres na podłogę
powiedzieliśmy, że zajmie nam to ponad tydzień
i że będzie mógł wtedy przyjechać i ściągnąć wymiary
choć teraz już wiem, że te prognozy były dość przejaskrawione
zamówiliśmy pomoc, jutro przyjeżdża mój tata
w tygodniu ma odezwać się Wiesław od instalacji
jeśli nie zjedzie z delegacji będziemy w czarnej dziurze
a ja będę musiała zrobić kilka maratonów po marketach i wybrać jakieś kafle, okap, taborety, lampy
najbardziej obawiam się braku wierności odwzorowania
tego co mam w głowie na rzeczywistość
nie raz zdarzyło się, że obraz w głowie dalece odbiegał od tego co powstało
choćby np. przedpokój, który w moim wyobrażeniu miał zupełnie inne kształty kolory
mam nadzieję, że do kuchni znajdę odpowiednie środki wyrazu
efekt Moja Droga będziesz mogła zobaczyć przed świętami
remont kuchni stał się faktem
wczoraj odwiedził nas Rafał i pokazał próbniki
będzie czekał aż R. uporządkuje starą kuchnię
tzn. zdemontuje obecne szafki, skuje kafelki, przełoży prąd w inne miejsce,
wycekoluje i położy gres na podłogę
powiedzieliśmy, że zajmie nam to ponad tydzień
i że będzie mógł wtedy przyjechać i ściągnąć wymiary
choć teraz już wiem, że te prognozy były dość przejaskrawione
zamówiliśmy pomoc, jutro przyjeżdża mój tata
w tygodniu ma odezwać się Wiesław od instalacji
jeśli nie zjedzie z delegacji będziemy w czarnej dziurze
a ja będę musiała zrobić kilka maratonów po marketach i wybrać jakieś kafle, okap, taborety, lampy
najbardziej obawiam się braku wierności odwzorowania
tego co mam w głowie na rzeczywistość
nie raz zdarzyło się, że obraz w głowie dalece odbiegał od tego co powstało
choćby np. przedpokój, który w moim wyobrażeniu miał zupełnie inne kształty kolory
mam nadzieję, że do kuchni znajdę odpowiednie środki wyrazu
efekt Moja Droga będziesz mogła zobaczyć przed świętami
jabłecznik
__________________________________________________________________________________
no niestety talentu do pieczenia ciast nie mam
to już kolejne nieudane ciasto
po takich kulinarnych ekscesach zawsze powtarzam sobie
że już nigdy więcej
a potem próbuję jeszcze raz
z podobnym skutkiem
mam nadzieję, że Asia i Be docenią moje starania
Droga K. może i Ty przyjdziesz i skosztujesz?
no niestety talentu do pieczenia ciast nie mam
to już kolejne nieudane ciasto
po takich kulinarnych ekscesach zawsze powtarzam sobie
że już nigdy więcej
a potem próbuję jeszcze raz
z podobnym skutkiem
mam nadzieję, że Asia i Be docenią moje starania
Droga K. może i Ty przyjdziesz i skosztujesz?
niedziela, 30 października 2011
nosek jak kartofel
_________________________
w piątek byliśmy na badaniu USG, podczas którego mogliśmy
podejrzeć świat Julii... i zobaczyć rysy jej twarzy:
nosek jak kartofelek
usta szerokie, wydatne, papuaskie
oczy szeroko osadzone
oboje z R. stwierdziliśmy, że Maleńka na razie ma więcej podobieństw do mnie i jeśli też włosy będzie miała po mnie to do szpitala trzeba będzie zabrać grzebień do ich układania
poniżej zdjęcia robione przeze mnie i przez R.
w piątek byliśmy na badaniu USG, podczas którego mogliśmy
podejrzeć świat Julii... i zobaczyć rysy jej twarzy:
nosek jak kartofelek
usta szerokie, wydatne, papuaskie
oczy szeroko osadzone
oboje z R. stwierdziliśmy, że Maleńka na razie ma więcej podobieństw do mnie i jeśli też włosy będzie miała po mnie to do szpitala trzeba będzie zabrać grzebień do ich układania
poniżej zdjęcia robione przeze mnie i przez R.
poniedziałek, 24 października 2011
pierwszy kopniaczek
____________________________
wczoraj poczułam pierwsze ruchy Maleńkiej
trudne do zarejestrowania dla początkującej
przyszłej mamy
a jednak udało się!
- to tak jakby delikatne muśnięcia <małe kopniaczki>
słabiuteńkiego stworzonka
małej myszki
a przedwczoraj udało mi się podsłuchać serduszka Maleńkiej
bije pięknie dla mamy i taty
tak więc pełna kontrola dzieciątka rozpoczęta
oby w porę umieć się wycofać
wczoraj poczułam pierwsze ruchy Maleńkiej
trudne do zarejestrowania dla początkującej
przyszłej mamy
a jednak udało się!
- to tak jakby delikatne muśnięcia <małe kopniaczki>
słabiuteńkiego stworzonka
małej myszki
a przedwczoraj udało mi się podsłuchać serduszka Maleńkiej
bije pięknie dla mamy i taty
tak więc pełna kontrola dzieciątka rozpoczęta
oby w porę umieć się wycofać
Sopocki plener
_______________________
Droga K. poniżej przesyłam Tobie zdjęcia z sobotniego pleneru
tego dnia czułam się wyjątkowo
stałam się kolekcjonerem pięknych zjawisk
oblanych jesiennym słońcem
taki dzień zdarza się bardzo rzadko
próbowaliśmy z R. podtrzymać sobotniego ducha
następnego dnia
ale niestety już nam się to nie udało <...>
Droga K. poniżej przesyłam Tobie zdjęcia z sobotniego pleneru
tego dnia czułam się wyjątkowo
stałam się kolekcjonerem pięknych zjawisk
oblanych jesiennym słońcem
taki dzień zdarza się bardzo rzadko
próbowaliśmy z R. podtrzymać sobotniego ducha
następnego dnia
ale niestety już nam się to nie udało <...>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











