...
nie cały rok później: blog zawiesiłam, bo dowiedziałam się, że mała jest owinięta dwukrotnie pępowiną... sparaliżowała nas ta informacja, szukaliśmy sposobu na cesarskie cięcie, bo baliśmy się, że możemy ją stracić, ale wszystko przebiegło ok - ja ze względu na brak akcji porodu miałam cięcie z którego potem nie mogłam się wygrzebać :-) a na świat przyszła cudowna istotka JULI JULI nasza JULI
w-oczekiwaniu
piątek, 10 lutego 2012
piątek, 3 lutego 2012
wtorek, 24 stycznia 2012
tajemnicza więź z Hildzią
Leżę na szpitalnym łóżku i czekam na kolejne badanie. Nagle dziarskim krokiem wchodzi 70letnia babcia i wybiera łóżko obok mnie, z resztą innej opcji nie ma. Na pozór wydaje się być bardzo dobrze zorganizowana i zaradna. Wita się ze mną i od razu nawiązuje kontakt. Ma na imię Hildegarda, urodziła się w 1939 roku koło Kwidzyna, ma ciekawą historię życia, interesuje się sportem, co dzień czyta Dziennik Bałtycki i ogólnie jest bardzo oczytana. Od razu podłapuję z nią wspólny język, wydaje się, że ona doskonale rozumie współczesne życie młodych choć swoich dzieci nie ma. Rozmawiam z nią na temat planów obwodnicy, platformy cyfrowej, komórek. Jest w temacie. Zastanawiam się czy i ja będę tak potrafiła się komunikować za 40 lat. Z godziny na godziny jej gadulstwo zaczyna mi przeszkadzać. Buzia jej się nie zamyka a ja czuję, że potrzebuję chwili samotności, o którą w szpitalu jest bardzo trudno. Obok mnie leży jeszcze 66letnia Stenia, oczekująca na operację wycięcia macicy. Pani Stenia jest prostolinijna i ma w żyłach handlarską krew. Lubi libację i dobrą zabawę. Zaczyna rozmawiać z Panią Hildzią. Ich rozmowa przynosi mi wielki ubaw. Zaczynam się śmiać, Stenia też. Cały brzuch mi chodzi a ja boję się, że śmiech może wywołać skurcze i za moment mogą mnie zawieźć na porodówkę. Wychodzę więc z sali i próbuję opanować emocje. Starcza na krótko. Wchodząc znowu słyszę głośny śmiech Pani Steni i dystyngowane dialogi Pani Hildzi. Starcie się tych dwóch światów wywołuje mnóstwo śmiesznych gagów.
W nocy otwieram okno, bo w sali panuje duchota. Nagle słyszę kichnięcie Hildzi. Zamykam więc okno. Rano dowiaduję się, że Hildzia jest przeziębiona i że w nocy zmarzła. Wpadam w poczucie winy i staram się ją ratować: pożyczam jej płyn do płukania gardła i daje sól emską, po salach szukam Rutinoscorbin. Hildzia nie może mieć infekcji przed operacją, o czym wspomina ordynator. Ona ukrywa przed nim prawdziwy stan zdrowia. Ja mam coraz większe wyrzuty sumienia. Okazuje się, że Hildzia jest alergikiem i astmatykiem, szybko więc znowu nawiązujemy kontakt. Rozmawiamy zupełnie od serca podczas nieobecności Pani Steni i Kamili. Za chwilę wołają ją na badania przedoperacyjne a ja życzę jej powodzenia. Zostaję sama na sali i z godziny na godzinę zaczyna mi brakować Hildzi. Co więcej zaczynam za nią mocno tęsknić. Jej operacja wydaje mi się trwa w nieskończoność i się martwię, że wdarła się jej jakaś infekcja. Oczekuję w napięciu na jej powrót. W między czasie idę na swoje badania i jak wracam widzę Hildzie na sali pooperacyjnej, przykrytą dwoma kocami i dwiema poduszkami. Upewniam się czy jest przytomna. Jest. Staram się do niej coś mówić a ona podnosi głowę i odpowiada. Mówi, że bardzo ją boli. I mnie boli - pomyślałam na widok tak kruchej istoty. Staram się jej towarzyszyć, ale nie na długo, bo dostaję wypis i muszę zorganizować sobie zwolnienie w sekretariacie. Na koniec idę jeszcze raz się pożegnać i jak wychodzę ze szpitala jest mi ogromnie smutno, że ona tam zostaje.
W nocy otwieram okno, bo w sali panuje duchota. Nagle słyszę kichnięcie Hildzi. Zamykam więc okno. Rano dowiaduję się, że Hildzia jest przeziębiona i że w nocy zmarzła. Wpadam w poczucie winy i staram się ją ratować: pożyczam jej płyn do płukania gardła i daje sól emską, po salach szukam Rutinoscorbin. Hildzia nie może mieć infekcji przed operacją, o czym wspomina ordynator. Ona ukrywa przed nim prawdziwy stan zdrowia. Ja mam coraz większe wyrzuty sumienia. Okazuje się, że Hildzia jest alergikiem i astmatykiem, szybko więc znowu nawiązujemy kontakt. Rozmawiamy zupełnie od serca podczas nieobecności Pani Steni i Kamili. Za chwilę wołają ją na badania przedoperacyjne a ja życzę jej powodzenia. Zostaję sama na sali i z godziny na godzinę zaczyna mi brakować Hildzi. Co więcej zaczynam za nią mocno tęsknić. Jej operacja wydaje mi się trwa w nieskończoność i się martwię, że wdarła się jej jakaś infekcja. Oczekuję w napięciu na jej powrót. W między czasie idę na swoje badania i jak wracam widzę Hildzie na sali pooperacyjnej, przykrytą dwoma kocami i dwiema poduszkami. Upewniam się czy jest przytomna. Jest. Staram się do niej coś mówić a ona podnosi głowę i odpowiada. Mówi, że bardzo ją boli. I mnie boli - pomyślałam na widok tak kruchej istoty. Staram się jej towarzyszyć, ale nie na długo, bo dostaję wypis i muszę zorganizować sobie zwolnienie w sekretariacie. Na koniec idę jeszcze raz się pożegnać i jak wychodzę ze szpitala jest mi ogromnie smutno, że ona tam zostaje.
niedziela, 22 stycznia 2012
Pierwszy dzień od taty...
Trudno jest pisać o sobie. Wolę pisać o snach, o myszołowie lub pisać wiersze, ale kiedyś trzeba spróbować.
A tymczasem życie toczy się coraz szybciej i szybciej jakby pędziło z górki, a przecież to dopiero "przednówek" narodzenia nowego człowieka-naszej ukochanej córeczki.
Dziś nauczyłem się, że można być życzliwym i cierpliwym dla najbliższych tylko, jeśli się chce i pamięta o tym.
Zdecydowałem, że obok miłości będzie mnie prowadziła w życiu cierpliwość. Obie wartości dedykuję moim dziewczynkom!
A tymczasem życie toczy się coraz szybciej i szybciej jakby pędziło z górki, a przecież to dopiero "przednówek" narodzenia nowego człowieka-naszej ukochanej córeczki.
Dziś nauczyłem się, że można być życzliwym i cierpliwym dla najbliższych tylko, jeśli się chce i pamięta o tym.
Zdecydowałem, że obok miłości będzie mnie prowadziła w życiu cierpliwość. Obie wartości dedykuję moim dziewczynkom!
wtorek, 10 stycznia 2012
nowy tydzień
_______________________________________________
przez moją niezdarność nocną pojechaliśmy do szpitala, gdzie zrobili mi USG i KTG
zmierzyli ciśnienie i wysłuchali tętno płodu
przetarliśmy szlaki na izbie przyjęć, więc za niecałe 2 m-ce będziemy wiedzieć co i jak
najciekawsze jest to, że podczas oczekiwania na przyjęcie cały czas prawie stałam
bo wszystkie krzesła były zajęte i nikt nie czuł się w obowiązku by ustąpić miejsca ciężarnej
chcieliśmy pomiędzy badaniami a szkołą rodzenia wyskoczyć na coś do jedzenia do KFC
bo R. był głodny, przyjechał prosto po pracy a ja ostatni posiłek jadłam 4 h temu
ale niestety badania się przedłużyły a my prosto z izby przyjęć popędziliśmy na wykłady ze szkoły rodzenia
czułam już wówczas moje zmęczenie stresem pourazowym i badaniowym
a jeszcze w ten dzień umówiliśmy się w Gdyni Fikakowie na obejrzenie wózka dla Kruszyny
wykłady niestety się przedłużały i nie mogliśmy już wysiedzieć
w końcu wyszliśmy po przeszło godzinie i poszliśmy do KFC
potem prosto pojechaliśmy na oględziny
i ten etap dnia był dla nas przemiłym akcentem
bo sprzedający okazali się bardzo życzliwymi ludźmi
a wózek był w bardzo dobrym stanie
kupiliśmy go za niewielkie pieniądze
a mamy prawie wszystko:
gondolę, spacerówkę, osłonkę na nóżki, fotelik, adapter, parasolka, folia przeciwdeszczowa, torba
oboje z R. wyjechaliśmy z Gdyni z dobrymi emocjami
przez moją niezdarność nocną pojechaliśmy do szpitala, gdzie zrobili mi USG i KTG
zmierzyli ciśnienie i wysłuchali tętno płodu
przetarliśmy szlaki na izbie przyjęć, więc za niecałe 2 m-ce będziemy wiedzieć co i jak
najciekawsze jest to, że podczas oczekiwania na przyjęcie cały czas prawie stałam
bo wszystkie krzesła były zajęte i nikt nie czuł się w obowiązku by ustąpić miejsca ciężarnej
chcieliśmy pomiędzy badaniami a szkołą rodzenia wyskoczyć na coś do jedzenia do KFC
bo R. był głodny, przyjechał prosto po pracy a ja ostatni posiłek jadłam 4 h temu
ale niestety badania się przedłużyły a my prosto z izby przyjęć popędziliśmy na wykłady ze szkoły rodzenia
czułam już wówczas moje zmęczenie stresem pourazowym i badaniowym
a jeszcze w ten dzień umówiliśmy się w Gdyni Fikakowie na obejrzenie wózka dla Kruszyny
wykłady niestety się przedłużały i nie mogliśmy już wysiedzieć
w końcu wyszliśmy po przeszło godzinie i poszliśmy do KFC
potem prosto pojechaliśmy na oględziny
i ten etap dnia był dla nas przemiłym akcentem
bo sprzedający okazali się bardzo życzliwymi ludźmi
a wózek był w bardzo dobrym stanie
kupiliśmy go za niewielkie pieniądze
a mamy prawie wszystko:
gondolę, spacerówkę, osłonkę na nóżki, fotelik, adapter, parasolka, folia przeciwdeszczowa, torba
oboje z R. wyjechaliśmy z Gdyni z dobrymi emocjami
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











